Zamieszkałem na Bronowicach zaraz po wybudowaniu zielonych bloczków patrzących na park. Przed naszymi oknami wiele warstw gałęzi kołyszących się na wietrze w zaplatających się rytmach cięło pomarańczowe smugi sodowych latarni. Park był rytmem w drżącym bezruchu lipcowego skwaru i pełzającym miękko jak pantera zimowym przyczajeniu iskrzącym się w stalaktytach oszklonych gałęzi. Dlatego teraz, z okazji swojego święta przemówiły drzewa i głosy Bronowic.
Dzięki pomiarowi zmian przewodzenia w łodygach i liściach uzyskujemy pochody dźwięków, którym dodajemy kroczące struktury rytmiczne generowane z szumu w eterze i ciał uczestników. Staliśmy się na kilka godzin jednym parkowym roślinno – radiowo – ludzkim instrumentem.









